Przewodnik obserwatora burz – poziom średnio-zaawansowany cz. I

Przewodnik obserwatora burz – poziom średnio-zaawansowany cz. I

sieć obserwatorów burz
Ta część ma inną formę niż podstawowa. Tym razem podejmujemy się bardziej zaawansowanych tematów, dlatego nie będziemy wszystkiego pisać od nowa – postanowiliśmy skorzystać z bardziej doświadczonych ośrodków. Fragmenty tego przewodnika to wolne tłumaczenie świetnego „NOAA Advanced Storm Spotter Guide”.Ze względu na duży zakres wiedzy meteorologicznej objęty w tym poradniku, mogły wkraść się błędy – prosimy o informacje by móc je poprawić!

Jest to pierwsza część obejmująca poziom średnio-zaawansowany. Niedługo pojawią się kolejne, które już zostały napisane (do przewodnika w wersji drukowanej) i trwa ich rozbudowywanie (z pierwotnych kilku stron do całkiem obszernego kompendium).

Nawet jeżeli nie przejdziesz przez pierwszy rozdział (sondaże wymagają czasu, żeby je przetrawić na początku), polecamy zapoznać się z kolejnymi – szczególnie z przedostatnim, gdzie mowa jest o rodzajach burz oraz z ostatnim, gdzie wyjaśnione zostały przyczyny zagrożeń związanych z burzami.

Spis treści:
Skąd biorą się burze?
II Konwekcja
III Co powstaje, czyli rodzaje burz
IV Od powstania do zagrożeń


Skąd biorą się burze?

Burze są niesamowitym fenomenem przyrody. Powietrze którym codziennie oddychamy, w pewnych warunkach organizuje się w ogromne skupiska wody o wadze milionów ton, samorzutnie generujące potężne wyładowania. W szczególnych przypadkach towarzyszą im niszczące porywy wiatru, duży grad czy w końcu trąby powietrzne.


Powierzchnia, objętość i masa na produkcie IMGW. Burza przy Warszawie 9 czerwca 2013.
By zrozumieć tajemnicę stojącą za tymi zjawiskami, należy zacząć od samej natury gazu, którym oddychamy. W dużym skrócie: „cząstka” powietrza unosi się, gdy jest cieplejsza od otoczenia. Jeżeli do tego zawiera odpowiednie zasoby wilgoci, powyżej poziomu kondensacji (LCL – lifting condensation level) następuje kondensacja pary wodnej na pyle, solach i innych cząsteczkach znajdujących się w atmosferze. W ten sposób powstają chmury.

Burze to szczególny przypadek chmur, które powstają w warunkach bardzo szybkiego unoszenia się cząstek powietrza. Intensywność unoszenia zależy od profilu temperatury, czyli od jej zmiany z wysokością. Ten parametr najlepiej charakteryzuje narzędzie jakim jest diagram Skew-T. Na pierwszy rzut oka wygląda on dość skomplikowanie:

Po obejrzeniu kilku sondaży wszystko staje się oczywiste. Podstawowy opis:

Najważniejsze jest porównanie profilu temperatury do drogi cząstki powietrza – czerwonej linii do prawej czarnej. Należy je zacząć od wspomnianego poziomu kondensacji. Cząstka unosi się jeżeli jest cieplejsza od powietrza, czyli gdy znajduje się po prawej stronie profilu. Przestaje się unosić, gdy przetnie profil, ponieważ wtedy wyrównuje temperaturę względem otoczenia. Powierzchnia pomiędzy profilem temperatury, a wilgotną adiabatą to CAPE (Convective Available Potential Energy), czyli w skrócie chwiejność – podstawowy czynnik umożliwiający rozwój burz.

Jak widać na powiększeniu sondażu, tego dnia mieliśmy minimalną wartość CAPE. I jak się okazało, potem wystąpiła słaba konwekcja z licznymi Cumulusami.

A tak obrazowo unosi się cząstka w warunkach większej chwiejności:


Tutaj powietrze nie zatrzymuje się po przecięciu profilu (= po wyrównaniu temperatury względem otoczenia), ponieważ rozpędziło się na tyle, że siłą bezwładności pokona jeszcze kilka kilometrów do góry.Sondaże w polskich warunkach są wykonywane w Łebie (Wybrzeże), we Wrocławiu (Dolny Śląsk) i w Legionowie (pod Warszawą) o godzinie 0Z i 12Z (czas Zulu – inaczej uniwersalny, Greenwich). W czasie letnim to kolejno godzina 2 i godzina 14, w czasie zimowym to 1 i 13. Sondaż jest dostępny zazwyczaj 90-120 minut po starcie na stronie Uniwersytetu Wyoming – należy wybrać z „region” Europę i z „type of plot” Skew-T, a następnie kliknąć na wybraną stację na mapie Europy. Automatycznie jest zaznaczona wilgotna adiabata, według której unosi się cząstka i po prawej znajduje się policzony CAPE oraz inne przydatne wartości. Oczywiście z sondażu można odczytać znacznie więcej niż tylko CAPE, ale to temat na inne części przewodnika.

W obliczu diagramu Skew-T, oczywiste staje się stwierdzenie, że bez chwiejności nie ma burz. Do ich rozwoju potrzeba jeszcze dwóch elementów. Jednym z nich jest wspomaganie, czyli wszelkiego rodzaju noszące ruchy powietrza przy powierzchni. Umożliwia cząstce dotarcie do poziomu kondensacji (wysokość 1-2 km). W polskich warunkach synonimem wspomagania są zbieżności wiatru – obszary, do których wiatr zbiega się z przeciwnych kierunków. Zazwyczaj wystepują przed, na i za frontami, oczywiście w związku z niżami. Zdarzają się wewnątrz mas powietrza za sprawą odpowiedniego pola ciśnienia. Wywołuje je także ukształtowanie terenu: w górach oraz na Wybrzeżu statystycznie jest więcej burz niż w głębi kraju

Drugi element to wilgotność, reprezentowana na diagramie Skew-T przez lewą czarną linię. Bez wody nie ma chmur ani burz. Kilkanaście razy do roku zdarza się, że mamy bardzo istotne CAPE, lecz nie padają żadne wyładowania właśnie ze względu na zbyt niską wodność. Dotyczy to w szczególności dolnych partii atmosfery, które są krytyczne dla samego powstania burz.

Co się dzieje dalej, gdy mamy już chwiejność, wspomaganie i wilgotność?


Konwekcja

13:42 – to średnia ze wszystkich godzin inicjacji dnia burzowego według badań w projekcie POLTORN’13 (na rok 2013). Dlaczego burze najczęściej powstają po południu, a nie na przykład z rana?

Wszystko przez trudność, jaką cząstce powietrza sprawia pokonanie drogi od powierzchni do poziomu kondensacji. W nocy i z rana temperatury na dole istotnie spadają co zazwyczaj powoduje inwersję (wzrost temperatury z wysokością) i unieruchamia powietrze do czasu, aż zostanie ponownie nagrzane przez słońce. Oczywiście zdarzają się przypadki porannych burz, gdy wspomaganie jest na tyle silne, że potrafi przezwyciężyć spadek temperatury. Najczęściej jednak mamy do czynienia z przysłowiowym już porannym zanikiem aktywności burzowej i startem po południu.

Czasem zdarza się, że samo nagrzanie powierzchni przez słońce to za mało, by mogła rozwinąć się konwekcja. Wtedy też burze w ogóle nie powstają lub… rozwijają się bardzo gwałtownie w ciągu dosłownie 20-40 minut, najczęściej wieczorem. Drugi wariant jest możliwy dzięki lokalnym czynnikom, takim jak silniejsze wspomaganie czy większa wilgotność.

W Stanach Zjednoczonych powstał termin loaded gun sounding (załadowany karabin), który odnosi się do podobnej sytuacji. Jego nazwa wynika z gwałtownego wystrzału niebezpiecznych burz. Generalnie tego rodzaju sondaż ma CAPE powyżej 1500 J/kg oraz duży skok punktu rosy w okolicach 500-750 hPa. W Polsce występuje dość rzadko. Charakterystyczną cechą tego sondażu są, wspomniane już, dwa zupełnie przeciwne scenariusze, z których oba są tak samo prawdopodobne. To sprawia trudności ze zrozumieniem prognozy przez opinię publiczną i niestety często powoduje fałszywe alarmy.


Co powstaje, czyli rodzaje burz

Tak jak to zostało wspomniane w podstawowej części, burze mają różne struktury, różnie się organizują i różnie się poruszają. Różnice te nie dotyczą jednego momentu – ponieważ w Polsce najczęściej wszystkie burze przemieszczają się w tym samym kierunku, z tą samą prędkością i przybierają podobną formę w danym momencie – lecz chodzi o ogół wszystkich dni z burzami. Jednego dnia przechodzą zwykłe komórki, a innego dnia układy.

Od czego to zależy? Przede wszystkim od kombinacji dwóch czynników: chwiejności (która już została przybliżona) i uskoków. Ten drugi termin bardzo łatwo pojąć po zrozumieniu, że wiatr w całym przekroju atmosfery – od powierzchni po 10-15 km – wieje w różnych kierunkach i z różną siłą. W trakcie wieloletnich badań burz okazało się, że różnice w tych parametrach (np. na wysokości 1 km wieje 10 m/s na zachód, a na wysokości 2 km wieje 20 m/s na północny zachód) pełnią istotną rolę w rozwoju burz.

Szczegółowa klasyfikacja najlepiej funkcjonuje poprzez wyróżnienie czterech gatunków. Jak zawsze przy tego typu podziałach, warto pamiętać o tym, że jest to wiedza podręcznikowa, która sprawdza się zazwyczaj – ale nie zawsze! Zdarza się płynne przejście od jednego gatunku do drugiego, w trakcie którego ciężko określić jaki aktualnie występuje. Warto wtedy używać ogólniejszych stwierdzeń (komórka lub układ).

Cztery gatunki:

Według działu POLTORN’13 traktującego o klasyfikacji dni burzowych w kraju, sytuacja była najczęściej dominowana przez:
1. komórki pulsacyjne (44%)
2. klastry (34%)
3. linie szkwałowe (22%)
Superkomórki nie zostały włączone do tego badania ze względu na brak możliwości stwierdzenia mezocyklonu oraz prawdopodobny brak dni z dominacją tego gatunku. Tym nie mniej z pewnością występował razem z burzami o innej strukturze. Literatura amerykańska podaje, że superkomórki stanowią 1-3% wszystkich burz.

Każdy gatunek powstaje w innych warunkach, ma inny cykl życia, niesie inne zagrożenia i ma inną charakterystykę.

Komórki pulsacyjne / pojedyncze / izolowane


Na radarze, zachodnia Polska.
Pojedyncze komórki zazwyczaj są krótkotrwałe i zbyt słabe by wygenerować niebezpieczne zjawiska. Dość rzadko (w warunkach wysokiej chwiejności) zdarzają się krótkie intensyfikacje, w trakcie których mogą zejść downbursty czy opady większego gradu. Generalnie ten gatunek wygląda na losowy w powodowaniu szkód (zapewne przez to, że nie do końca go rozumiemy). Z tego powodu warto pamiętać, że teoretycznie każda taka burza może przynieść niebezpieczne zjawiska.

Przewidywalność tych burz jest ekstremalnie niska. W zasadzie nigdy nie wiadomo która komórka przyniesie silny wiatr lub grad – radary ze względu na opóźnienie pozwalają najwyżej na wskazanie, które burze były niebezpieczne kilka(naście) minut temu.


Cykl życiowy pojedynczej komórki łagodnej (na górze) i gwałtownej (na dole). Białe – kształty chmur, szare – opady (im ciemniejsze tym intensywniejsze).
Warto zauważyć, że oba cykle różnią się tylko dwoma elementami: gwałtowna komórka zaczęła rozwój od wyższej wysokości niż łagodna, a do tego wykształciła większy rdzeń opadowy. Za gwałtowne zjawiska odpowiada jego opadnięcie na powierzchnię.

Takie burze rozwijają się w warunkach umiarkowanej (słabe komórki) lub wysokiej (gwałtowne komórki) chwiejności oraz przy minimalnych uskokach lub nawet przy ich braku. Według wstępnych badań w POLTORN’14, terminalna wartość CAPE odróżniająca słabe od gwałtownych komórek to 1600-1800 J/kg przy słabych uskokach.

Klastry / burze wielokomórkowe / układy burzowe


Na radarze, zachodnia Polska.
Klastry składają się z grupy komórek, które są połączone i przemieszczają się jako jedna jednostka. Mogą się pojawić dominujące komórki, dość dynamicznie zanikają i powstają nowe rdzenie wewnątrz burzy. Burze wielokomórkowe zazwyczaj są bardziej gwałtowne niż izolowane komórki. Generują intensywne opady deszczu, downbursty, opady gradu. Czasem wykształcają linię szkwałową.

Podręcznikowo klaster wygląda tak:


Lecz – nie wiemy czemu – jest to nieczęsty widok w Polskich warunkach. Nasze burze wielokomórkowe organizują się w inny, bardziej chaotyczny sposób. (to ciekawy temat na badania!)Razem z pojęciem klastra warto też poznać skrót MCS – Mesoscale Convective System. Z definicji jest to klaster, który wykazuje ciągłość opadów przez co najmniej 100 km w którejkolwiek osi. Używanie skrótu MCS ułatwia odróżnienie małych (a zatem i słabych) układów od większych i groźniejszych.

Klastry pojawiają się, gdy jest jakakolwiek chwiejność oraz umiarkowane uskoki. Przy słabych uskokach są marginalne, a przy wyższych zaczynają się organizować w następny gatunek..

Linie / linie szkwałowe


Na radarze, zachodnia Polska. Strzałki oznaczają kierunek ruchu, który jest bardzo istotny! By struktura była linią, musi się poruszać prostopadle do osi (lub prawie prostopadle).
Linia szkwałowa to długa linia burz, która jednocześnie generuje stały pas silnych porywów wiatru. Przybiera zarówno stałą (dobrze wykształconą) formę jak i z przerwami w linii. Najważniejszym zagrożeniem jest oczywiście wiatr: liczne downbursty, silny wiatr czołowy. Szczególnie groźnym momentem jest pojawienie się struktury bow echo w linii – można ją rozpoznać wyłącznie na radarze:


Jak sama nazwa wskazuje (bow – z ang. łuk), chodzi o łukowate wybrzuszenie zgodne z kierunkiem ruchu burzy. Na jego czele zazwyczaj pojawiają się downbursty.Tak wygląda podręcznikowy cykl tej struktury na radarze:


Warto tutaj dodać, że w praktyce (szczególnie w polskich warunkach!) bow echo może rozpaść się bez fazy comma echo.Tak jak to wyżej zostało już nakreślone, linie szkwałowe rozwijają się przy każdej chwiejności i wysokich uskokach.

Superkomórki / burze z mezocyklonem / SC


Dwie superkomórki w zachodniej Polsce widoczne na niemieckich produktach radarowych. Na standardowym radarze CMAX (takim jaki był prezentowany przy trzech poprzednich gatunkach) nie da się odróżnić superkomórki od zwykłej burzy, ponieważ tym co ją wyróżnia jest specyficzny rozkład wiatru wewnątrz burzy (czego oczywiście nie widać po samych opadach). Powyżej superkomórki są oznaczone przez algorytm wykrywania mezocyklonu (kółka z liczbami).
Superkomórki to burze najgroźniejsze, najbardziej fascynujące i wywołujące największe kontrowersje. Odpowiadają za największe szkody wiatrowe, duże gradziny i w końcu za silne trąby powietrzne. Przy aktualnych, publicznie dostępnych w Polsce narzędziach nie można ich wykryć. Wszystko to za sprawą elementu, dzięki któremu te burze są tak niezwykłe…

Chodzi o mezocyklon. Jest to rotujący prąd wznoszący lub – bardziej obrazowo – wir, który obejmuje całą burzę (czasem nawet zmieniając jej kierunek ruchu!). Wykształca się tylko w warunkach istotnych uskoków i wysokiej chwiejności, które oczywiście rzadko występują w Polsce i dlatego jest to najrzadziej pojawiający się gatunek.

Podręczniki dzielą superkomórki na dwa typy: niskoopadowe (LP – Low Precipitation) i wysokoopadowe (HP – High Precipitation), jednak nie ma pewności co do tego czy w Polsce ten podział też jest prawidłowy – dlatego nie zostanie tutaj omówiony by nie wprowadzać nikogo w błąd.

Ogólny model superkomórki przedstawia się następująco:


Pojawia się tutaj wyraźne oddzielenie wstępującego prądu powietrza (mezocyklonu) od zstępujących – Forward Flank Downdraft (przedni prąd zstępujący, odpowiada za silny wiatr czołowy, downbursty, intensywne opady deszczu i gradu) oraz Rear Flank Downdraft (tylni prąd zstępujący, pełni główną rolę przy zejściu trąby powietrznej, dodatkowo może powodować downbursty).Warto ponownie zaznaczyć, że wiedza na temat superkomórek aktualnie w polskich warunkach jest niestety tylko teoretyczna. Dostępny radar nie pozwala na ich wykrycie (można dostrzec wyłącznie zmianę kierunku ruchu, ale ta występuje nie tylko ze względu na mezocyklon, ale też u zwykłych burz ze względu na ukształtowanie terenu czy specyficzny rozkład pola wiatru – pomijając już fakt, że niektóre superkomórki nie zmieniają kierunku ruchu). Można próbować tej sztuki poprzez wyszukiwanie zjawiska splitting cell – które, jak wskazały badania w projekcie POLTORN, poprzedzało trąby z 14 lipca 2012 – jednak skuteczność tej metody również jest niewiadomą.


Od powstania do zagrożeń

Pojawiły się odpowiednie warunki, burze powstały, rozwinęły się do konkretnych gatunków, a więc chronologicznie czas na zagrożenia – pierwszym z nich są oczywiście..

Wyładowania


Rozkład wyładowań z 20 minut (czarne plusy) połączony z obrazem radarowym. Kilka minut później ta burza dała trąbę powietrzną o sile EF-2.
Dzielą się na doziemne i międzychmurowe. Pierwsze pioruny w burzy to najczęściej wyładowania międzychmurowe, potem jest ich zazwyczaj relatywnie więcej niż doziemnych, jednak nie stanowią zagrożenia dla obserwatora przebywającego na ziemi. Skąd się biorą? Chmury są ładowane elektrycznie od wewnątrz przez kolizje mikroskopijnych cząstek lodu, a prądy powietrza rozdzielają dodatnio i ujemnie naładowane cząstki. Poza tym powietrze, jako dobry izolator, uniemożliwia powracanie i wyrównywanie ładunków. W pewnym momencie pojawia się jednak ścieżka zjonizowanych cząstek powietrza, która działa jak przewodnik pomiędzy poszczególnymi częściami chmury lub pomiędzy chmurą, a ziemią. Ścieżka ta penetruje okolicę i po dotknięciu przeciwnie naładowanego elementu (np. drzewa lub piorunochronu) następuje zwarcie. Animacja przedstawiająca poznany element procesu:

Ostatnie badania (link) zasugerowały, że w inicjacji całego zjawiska udział ma… wiatr słoneczny.

Opady gradu

W zasadzie wszystkie chmury burzowe mają wewnątrz zarówno wodę w postaci ciekłej jak i stałej. Można powiedzieć, że na pewnej wysokości w danej burzy grad pada zawsze, jednak nie dochodzi do ziemi, ponieważ po drodze topi się do zwykłej kropli wody. Odpowiednio silne prądy wznoszące mogą jednak sprawić, że drobiny lodu będą dłużej przebywały w chmurze – wtedy cyklicznie przemieszczają się w górę (zamarzają) i w dół (przyłączają krople), dzięki czemu zyskują na rozmiarze. Spadają dopiero, gdy będą zbyt ciężkie dla prądu powietrza, który je unosi. Z tego można wyciągnąć oczywisty wniosek, że im silniejszy wznoszący prąd powietrza w burzy, tym większe gradziny mogą powstać – i dokładnie z tego powodu superkomórki przynoszą opady dużego gradu (ponieważ w ich tworzeniu bierze udział mezocyklon).

Warto zdać sobie sprawę z faktu, że w superkomórce wokół mezocyklonu powstają dosłownie miliony gradzin, które tworzą rdzeń gradowy. Tak wyglądał w trójwymiarowym obrazie radarowym burzy, która dała 5-centymetrowy grad i przyniosła szkody rzędu 150 milionów dolarów w 2009r. w USA:


Rdzeń gradowy rozciągający się od wysokości 0,3 do 9,5 km!

Downburst

(Uwaga dla purystów językowych: niestety nie ma polskiego tłumaczenia dla pojęcia „downburst”. Może jakieś propozycje?)

By w pełni zrozumieć downbursty, warto najpierw poznać historię ich odkrycia. Stoi za nią… prof. Fujita. Naukowiec znany ze swojego zamiłowania do trąb, w latach 70 zaczął zauważać, że niektóre szkody są mocno nietypowe i ciężko je przypisać do działalności tornada. Różniły się przede wszystkim kierunkiem powalenia drzew i rozrzucenia szkód – nietypowe szkody rozchodziły się od centrum, podczas gdy po trąbie powinny schodzić sięZagadka pozostała nierozwiązana do czasu bardzo dokładnej analizy wypadku lotniczego, w trakcie którego samolot rozbił się podchodząc do lądowania mimo że stan maszyny i umiejętności pilota były wzorowe. Wtedy to właśnie Fujita na podstawie pomiarów, analizy zdjęć i relacji doszedł do wniosku, że samolot został zrzucony na ziemię przez pewną objętość silnego wiatru, który schodził z burzy do ziemi z wysoką prędkością. Hipoteza okazała się w 100% trafna. Co więcej, później powstały programy naukowe, które miały wyjaśnić w jaki sposób powstają downbursty, ale… do tej pory wiemy niewiele więcej niż 40 lat temu. Szczególnie w Polsce!

Zjawisko to odpowiada za większość szkód w USA (notuje się nawet do 10 tysięcy downburstów rocznie) oraz zdecydowaną większość w Polsce (stosując proporcję powierzchni USA do Polski, u nas miałoby być do 300 downburstów rocznie – oczywiście tej liczby nie można traktować poważnie, spróbujemy podczas POLTORN’14 znaleźć bardziej konkretną wartość).

Definicja mówi, że downburst to każdy wiatr powodujący szkody, który zszedł z prądem zstępującym burzy. Dlatego, przedstawiony w podstawowej części przewodnika, podział na wiatr czołowy i downburst jest czysto operacyjny i ma znaczenie tylko w kontekście ostrzegania (jako że przed silnym wiatrem czołowym można ostrzegać skuteczniej). W praktyce zawsze mamy downbursty. Mając to na uwadze, można przejść do podziału na:
– suche downbursty, które występują przede wszystkim na przodzie burzy i są dość długotrwałe; rzadko można je spotkać też w rejonie tylnego prądu zstępującego (RFD); szkody po nich najczęściej są rozrzucone na dużych obszarach, często dotyczą np. większych części powiatów
– downbursty związane z opadami deszczu, z którymi mamy do czynienia w rdzeniu, i które trwają sporo krócej (od kilku do kilkunastu minut), w pewnych fazach można zaobserwować potoczne poziome opady deszczu czy ścianę wody; szkody są dość lokalne, często dotyczą np. tylko małej części miasta czy kilku miejscowości

Nagrania z drugiego rodzaju zawsze są efektowne. Tutaj polski przykład z Piły, lipiec 2012:

Trąba powietrzna


(Ciekawe kiedy doczekamy się czasów, że media w kontekście trąb będą nam serwować takie ładne i jednocześnie świetne merytorycznie grafiki, zamiast pokazywania że się łączy ciepłe z zimnym i nagle jest trąba, np. tu autorstwa PAP…)
(Druga uwaga dla purystów językowych: będzie dużo powtórzeń, ponieważ w kontekście Polski staramy się unikać pojęcia „tornado”. W naszym kraju te zjawiska powstają w trochę innych warunkach niż w USA i dlatego warto korzystać z rodzimej nazwy.)

Trąby powietrzne to crème de la crème meteorologii gwałtownych zjawisk. Oto bowiem – kontynuując wątek z pierwszych zdań tego przewodnika – zdarza się, że powietrze którym codziennie oddychamy, w pewnych warunkach organizuje się w wir niszczący wszystko na swojej drodze, włącznie ze zrywaniem asfaltu! Oczywiście mowa tu już o naprawdę ekstremalnych przypadkach, jednak nawet te słabsze trąby urzekają pod względem wizualnym czy w kontekście wewnętrznej złożoności fizycznej. I choć prof. Fujita w swoich pracach klimatycznych wykluczył możliwość wystąpienia trąb w Polsce, ostatnie lata pokazały że był to błąd wynikający wyłącznie z kurtyny informacyjnej PRLu, przez którą nie przebił się ten naukowiec – to również w naszym kraju możemy obserwować te zjawiska.

Tak jak już wyżej zostało wspomniane, silne trąby powstają dzięki mezocyklonowi. Jeśli jest już superkomórka, wystarczy że wystąpią odpowiednie warunki, które połączą mezocyklon z powierzchnią ziemi. W Stanach Zjednoczonych do tych warunków zalicza się przede wszystkim wysokie uskoki w dolnym kilometrze. W Polsce – m.in. ze względu na brak klasyfikacji wystąpienia trąb – nie ma w tym temacie rzetelnych badań.

Nie można też pominąć faktu, że mezocyklon wcale nie jest konieczny dla powstania trąby powietrznej, choć w tym przypadku generalnie powstaje słabsze zjawisko. Na tego typu trąby powstały różne nazwy (gustnado, landspout), próbowano nawet polskich tłumaczeń (trąba lądowa), jednak odróżnianie nie ma sensu w naszych warunkach, ponieważ nie możemy stwierdzić braku lub wystąpienia mezocyklonu przy aktualnie dostępnych narzędziach. (RG: Poza tym prywatnie jestem fanem nazwy „trąba lądowa” tylko w przypadku wirów związanych ze słoneczną pogodą – z ang. dust devil) Proces ich powstawania jest jeszcze mniej wyjaśniony niż proces powstawania wyładowań, a najlepiej świadczy o tym fakt, że praktycznie żaden ośrodek meteorologiczny nie potrafi skutecznie przewidywać trąb niezwiązanych z mezocyklonem.

Aspekty obserwacyjne związane z trąbami zostały omówione w podstawowym przewodniku, natomiast elementy takie jak przebieg mezoskalowych frontów czy ocena szkód – nadają się do tekstu na poziomie zaawansowanym. I z pewnością kiedyś powstanie taki dedykowany wyłącznie trąbom!

Dziękujemy za zapoznanie się z pierwszą częścią przewodnika na poziomie średnio-zaawansowanym. Kolejne już niedługo!